Miałem depresję, chociaż nigdy nie określałem swojego stanu w ten sposób. Było tak, ponieważ wchodziłem w niego małymi krokami przez ponad 20 lat. W rezultacie jednak ten stan opanował moje życie. Dziś mogę opowiadać o tym, jak o odległej historii.

Wychowanie w lęku
Odkąd pamiętam w moim domu rodzinnym często słyszałem słowa, które zasiewały we mnie niepewność i lęk: „nie dotykaj”, „nie odzywaj się”, „nie chodź tam”, „bo coś Ci się stanie”, itp. Rodzice rozmawiali o wypadkach, chorobach, pogrzebach i innych negatywnych rzeczach. Chociaż początkowo nie zwracałem na to większej uwagi, z upływem lat zacząłem funkcjonować w sposób, w jaki mnie ukształtowali – zamknąłem się w sobie, aby nie dać się skrzywdzić temu „okropnemu światu”.

W pogoni za pochwałą
Będąc w szkole, żyłem w ciągłym stresie, ponieważ czułem że nie spełniam oczekiwań moich rodziców. Byłem dobrym uczniem, chociaż nie tak grzecznym, jak „powinienem” być. Jeśli z klasówki dostałem 5-, słyszałem, że mogłem postarać się bardziej, bo przecież inna osoba dostała piątkę. Chociaż w szkole podstawowej miałem co roku świadectwo z paskiem, jedyne co pamiętam, to: „A czemu tutaj jest czwórka?” W liceum próbowałem uwolnić się od oczekiwań i nie mówiłem rodzicom w ogóle o tym, co dzieje się w szkole. Ale nie doczekałem się uznania nawet, gdy studiując na Politechnice Warszawskiej, rok po roku dostawałem stypendium naukowe.

Byłem zahukany
Obserwowałem swoich beztroskich i żyjących „pełnią życia” kolegów ze studiów, a gdy patrzyłem w lustro, wydawało mi się, że mam jakiś defekt. W moim życiu czegoś brakowało – było szare, bez radości i przyjemności. Nie cieszyło mnie nic. Już w liceum poznałem pornografię, która miała dostarczyć mi wrażeń, ale tak naprawdę sprawiła, że żyłem w kłamstwie i jeszcze większym ukryciu. Myślałem, że zaspokojenie moich cielesnych potrzeb przyniesie mi jakąś przyjemność, ale to było kłamstwo. Nie akceptowałem siebie i swojego życia. Poza tym przy każdym kontakcie z władzą reagowałem strachem – czy to była policja, czy urząd skarbowy, czy ktokolwiek mający prawo do decydowania.

Nieudane małżeństwo
W moim rodzinnym domu funkcjonowały bardzo płytkie relacje. Rodzice nie rozmawiali z dziećmi o problemach ani o emocjach, czy o tym, jak sobie z nimi radzić. Pewnie, dlatego, że ich też nikt tego nie nauczył. Gdy sam się ożeniłem, również nie potrafiłem ani rozmawiać o emocjach, ani ich prawidłowo przeżywać. Ponadto bałem się podejmowania decyzji, ponieważ w niekończących się rozważaniach próbowałem przewidzieć ich skutki. Mając żonę i dwóch synów, czułem się bardo samotny.

Przeżywałem życie w myślach
Zasiany głęboko we mnie lęk oraz bardzo wczesna decyzja o małżeństwie, spowodowały, że z jednej strony bałem się życia, a z drugiej strony miałem ciągłe przekonanie, że życie mnie omija. Ponieważ nie radziłem sobie w praktyce, zacząłem inaczej kontrolować rzeczywistość i samego siebie – w myślach. Wycofałem się ze wszystkich relacji i schowałem się w sobie, ale nie postrzegałem tego jako problem – po prostu zacząłem nazywać się analitykiem i obserwatorem. No cóż – każdą patologię musimy sobie jakoś wytłumaczyć. W poszukiwaniu lepszego świata podtrzymywałem moją pasję do kina i wskoczyłem w gry komputerowe. Uzależniłem się. Po kilku kolejnych latach pojawiły się na stałe myśli samobójcze.

Ewangelia
Kiedy moje plany pożegnania się z tym światem nabierały kształtów – poznałem osobę, która powiedziała mi że Jezus Chrystus żyje, zbawił mnie i jeśli ja w to uwierzę, to przyjmę to zbawienie. W wyniku tego pójdę do nieba, a nawet więcej, bo On zamieszka we mnie i da mi moc do zmiany mojego życia. „Hmm… – pomyślałem – chodzę do kościoła katolickiego odkąd pamiętam, czasem na studiach chodziłem nawet codziennie, i nigdy czegoś takiego nie słyszałem”. Uważałem się za przykładnego katolika, no bo przecież pornografię każdy facet ogląda. A to, że małżeństwo mi się rozsypuje, to nie moja wina. W końcu granie przez całe noce w gry komputerowe, to to jest coś, co należy mi się od życia za ciężką pracę (dla rodziny). Kiedy ogłosiłem swoje wątpliwości co do tej teorii, usłyszałem: „Sprawdź sam w Biblii”. A że Biblię miałem (zakurzoną, ale zawsze), to zacząłem ją czytać. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że to wszystko prawda.

Nowe narodzenie
A skoro okazało się, że Jezus faktycznie umarł za wszystkie moje grzechy, postanowiłem (chociaż było to dla mnie bardzo dziwne – dotychczas czytałem modlitwy lub mówiłem z pamięci) powiedzieć do Niego coś od siebie tak prosto z serca. Powiedziałem wieczorem w pustym pokoju, że wierzę że On umarł za mnie i przyjmuje to jako mój osobisty ratunek od kary za grzechy. Płakałem przez kilka godzin. Czułem, jakby ktoś zdejmował ze mnie stos kamieni. Dotarło do mnie, że życie, które dotychczas prowadziłem, było drogą do piekła. Żywy Bóg – Święty Duch przyszedł do mnie i pokazał mi moje życie. Wypłakałem łzy, przepraszałem Boga za to wszystko, co robiłem i za to, że nigdy tak naprawdę Go nie szukałem. Rano obudziłem się jako nowy człowiek – zbawiony i wolny od depresji. Kilka miesięcy później, kiedy spałem u rodziców na wsi, kilka minut po godzinie 2.00 w nocy obudził mnie Duch Święty – miałem najcudowniejsze doświadczenie z Bogiem, o jakim nawet nie marzyłem. Powiedział mi, kim jestem dla Niego teraz, powiedział mi, że już zawsze będzie ze mną, powiedział też wiele innych rzeczy i na koniec włożył swoją rękę w moje serce a je uzdrowił (miałem dziedziczny częstoskurcz śród-komorowy i arytmię). Uzdrowił także mój żołądek, ponieważ od stresu i przeżywania wszystkiego w głowie nabawiłem się wrzodów.

Dziś
Dziś jestem absolutnie wolny od depresji. Nie boję się życia, nie boję się ludzi, nie boję się przyszłości. Wiem, że Bóg jest po mojej stronie, ponieważ zaprosiłem Go do swojego życia. Jestem zdrowy i szczęśliwy. Ożeniłem się po raz drugi, ale tym razem jestem mężem, a nie popierdółką. Od tamtego nocnego spotkania, postanowiłem, że będę poznawał Boga tak długo, jak długo będę żył. Znalazłem też wspólnotę ludzi, którzy chcą tak jak ja. Poznając Boga – po kilku latach zauważyłem, że kiedy modlę się o ludzi, są uwalniani i uzdrawiani, zgodnie z tym co Jezus powiedział w Biblii. Kiedyś uciekałem od życia – teraz niosę je innym.

Michał Zięcina