Nie miałam nigdy problemu z depresją, ale mój mąż tak. Nawet nie wiedziałam, że jeszcze zanim mnie poznał, miał już dokładny plan, jak popełnić samobójstwo. Na szczęście stanęłam mu wtedy na drodze. Potem już razem spotkaliśmy ludzi, którzy pokazali nam jedyne skuteczne rozwiązanie.
Widziałam, co przeżywał każdego dniaCzasami sama miałam wrażenie, że jakoś dziwnie poddaję się temu, przez co przechodził on. Wydawało mi się, że to wszystko nie ma sensu. Że to droga bez wyjścia i bez nadziei dla nas. Widziałam, jak mój ukochany cierpi, ale byłam bezsilna. Moje zachęty i próby motywowania dawały tylko chwilowy efekt.Początkowo uciekał w oglądanie filmów

Z czasem to, co było z początku niewinne, stało się maniakalnym nałogiem. Do „pasji filmowej” doszły gry komputerowe. Potem jednak mój mąż stracił całkowicie sens wszystkiego. Tylko spał i spał… Czasem po prostu zasypiał nagle w środku rozmowy… lub raczej mojego monologu. Miał myśli samobójcze. Potem dowiedziałam się, że jeszcze zanim się poznaliśmy, precyzyjnie zaplanował swoją śmierć. Kupił polisę na życie, by po dwóch latach rzucić się pod pociąg. Wtedy tego nie zrobił – poznał mnie.

Cierpienie psychiczne osłabiło jego organizm

Na chwilę się ożywił ale depresja nie odeszła.
W ciągu roku stracił ponad 20 kg. Do tego przy załamaniu nerwowym przyplątały się różne choroby: wrzody żołądka, wymioty, rumienie na skórze (na plecach, klatce piersiowej i cyklicznie na twarzy). Było źle – całkowicie zniszczona odporność a dodatkowo dziedziczna arytmia i częstoskurcz. Mimo to nigdy nie chciał nawet myśleć o terapii i lekach. Dzięki Bogu na naszej drodze pojawili się ludzie, którzy pokazali nam drogę wyjścia.

Byłam z nim na każdym etapie drogi po wolność

Nasza droga po wolność od depresji i chorób rozpoczęła się 3 lata temu. Zmiany przychodziły miarowo. Powoli. Wiedzieliśmy oboje, że jego depresja to rak duszy.
W środku, w głębi serca, wiedzieliśmy też, że jest tylko jeden lekarz, który wykonuje operacje precyzyjnie, skutecznie i trwale. Poddaliśmy się oboje pod skalpel zmian.

Zaczęliśmy uczyć się nowego życia

Dowiedzieliśmy się, co było naszym błędem i znaleźliśmy rozwiązanie. Musieliśmy nauczyć się pokory i przyznać do kilku błędów. Nigdy nie przestanę dziękować Bogu za to, co dla nas zrobił i za ludzi, którzy pomogli nam wejść na  drogę uzdrowienia.

Dziś już nie ma śladu po depresji

Dziś mój mąż jest cały cudowny, spokojny, zdrowy, świadomy, stały, bez wrzodów ani rumienia na skórze. Dziś widzi wyraźnie sens życia i ma nadzieję. Gdy na niego patrzę, widzę zdrowego fizycznie i duchowo mężczyznę. Z zachwytem obserwuję, jak odkrywa nowe pasje i miłość do życia.

Bez dotknięcia ducha, nie ma zwycięstwa

Wierzę głęboko, że bez dotknięcia ducha człowieka nie ma skutecznej metody na wyjście z depresji. Dlatego z czystym sercem polecam spotkanie na Dzierżoniowskiej 11. To właśnie tam znaleźliśmy pomoc. A skoro nam się udało, dla Ciebie też jest wyjście.

Ja idę na to spotkanie. Jeśli przyjdziesz, chętnie się z Tobą przywitam i opowiem więcej.

Beata Zięcina